Oj nabroiła
Cynka z tym morzem. Tylko ryby i ryby, i trafiła w moje wiecznie rozmarzone, morzowe wnętrze :) Do tego "antyszantowa" płyta, no się porobiło. Nie wytrzymałam i spróbowałam dogadać się z maszyną. Wiedziałam, że ma być dość prosto, statek, dale i mnóstwo niebieskiego... Miało być coś na kształt podkładek
Ani (mistrzyni w podkładeczkach, mmm, uwielbiam), ale nie mam serca kłaść na to kubełka, zwłaszcza przy mej zdolności do rozlewania ;)
Te pierwsze ma w brzuszku ocieplinę, i można było poszaleć z falami. Podobają mi się te wybulgnięcia :)


To już naprawdę miało być pod kubełek, stąd płaskość wytworu... Ale nie mam serca :D


I prawie łapka serduchowa. Prawie, bo płaska, zrobiona przed kupnem ocieplinki, któa by wypełniła te płaskości :)

Podkładka dla Ukochanego...

I świniak polarkowy do tulenia, wygląda trochę jak diabeł :D
No tak, nigdy nie wiadomo co wyjdzie, dopóki... Dopóki nie wyjdzie :)

